tekst literacki – esej

Jesteśmy bardzo dumni z niedawno wykonanego tłumaczenia opowiadania. Jest to kontynuacja losów bohaterów słynnego filmu Darrena Aronofsky’ego z 1998 roku pt „Pi”.

Zapraszam serdecznie do lektury zarówno oryginału w języku polskim, jak i naszego tłumaczenia na język angielski.

tłumaczenia, zlecenie, tekst literacki, opowiadanie, tłumaczenie na angielski

Poniżej fragmenty obydwu wersji językowych oraz odnośnik do całego opowiadania. Zachęcam do lektury, naprawdę wciąga.

Pi2 na facebooku

  1. Moskwa, rok 1999

Minął rok,a Maximillian z braku perspektyw i dezorientacji postanowić udać się do Warszawy, skąd pochodzili jego rodzice, cudem ocaleni z Holocaustu. Pragnął zobaczyć miejsce, gdzie mógłby się urodzić. Już pierwszego dnia pobytu odebrał telefon z numeru 314 159 265. Damski głos w słuchawce przekazał jedno słowo: Moskwa.

Po kilku sennych dniach spędzonych w Warszawie w umyśle Maximilliana kołatało to jedno słowo… Postanowił więc udać się do Moskwy.

Na lotnisku zginął jego bagaż, a odzyskał go dopiero po kilku godzinach oczekiwania. Wsiadł do taxi, które prowadziła atrakcyjna kobieta. Nawiązała się miła, ożywiona rozmowa. Po dojechaniu pod hotel, uregulowaniu rachunku i życzliwym pożegnaniu, Maximillian zauważył, że odjeżdżająca taksówka miała numer boczny 314. Po kilku dniach spędzonych w Moskwie Maximillian był zdezorientowany. Nikt o niego nie pytał, nikt nie zostawił wiadomości, nikogo tutaj nie znał, postanowił więc wrócić do Stanów Zjednoczonych, będąc zupełnie rozczarowany odwiedzinami Europy. Podczas ostatniego dnia Maximillian znów doświadczył tego uporczywego nawracania słowa – nazwy miejsca, w którym się znajdował. Uzmysłowił sobie, że kobiecy głos w słuchawce, który przywiódł go tutaj był tym samym głosem, z którym prowadził rozmowę w taksówce w drodze z lotniska.

W dniu powrotu z Rosji przy wyjściu z hotelu czekała na niego taksówka o numerze 314, a w środku była znajoma kobieta. Maximillian niepewny siebie wsiadł do środka, a całość zbiegu okoliczności odebrał za wymysł wyobraźni, jednak kobieta szybko rozpoznała twarz pasażera i starała się kontynuować przedwcześnie zakończoną rozmowę. Maximillian szybko doświadczył odprężenia, dobrze mu się z nią rozmawiało, podobał mu się jej szczery uśmiech i bezpośredniość, z którą u innych ludzi przez całe swoje życie nie mógł sobie poradzić. W tym wypadku było inaczej – czuł to, wiedział że dla niej się tu znalazł, jednak był w drodze powrotnej. Już na lotnisku okazało się, że jego lot został odwołany z powodów technicznych i wrócić będzie mógł dopiero nazajutrz. Maximillian wybiegł z terminalu licząc, że taxi o numerze 314 jeszcze tam stoi, lecz zatrzymał się rozgoryczony pośrodku obcych twarzy. Rozglądał się chaotycznie dookoła i nagle ją zobaczył.Szła w jego kierunku. Już nie sama twarz w lusterku wstecznym, lecz kobieta w rozkwicie. Uśmiechnęła się do niego, krótko wyjaśniła, że usłyszała o odwołanym locie i samochód zostawiła za rogiem…Maximillian nie mógł uwierzyć, że on sam się uśmiechał i spokojnie wpatrywał w życzliwe usta i oczy. Już nawet nie czuł, jak kobieta delikatnie wzięła go pod rękę i poprowadziła do samochodu. Już w środku zaproponowałakawę, a Maximillian nie był w stanie odmówić.

Obudził się rano kolejnego dnia w łóżku koło śpiącej jeszcze Katii. Zupełnie obcy mu stan odprężenia i spełnienia nie pozwalał mu rozstrzygnąć, co tak naprawdę przyciągnęło go do Moskwy. Patrzył się na nagie ciało pięknej kobiety i starałodpowiedzieć  co do niej czuje, dlaczego prowadzi ona samochód akurat o takim numerze oraz jak to możliwe, że tak otwarcie rozmawiali, że tyle przyniosło mu to radości i…

Katia powoli się przebudziła, jeszcze z zamkniętymi oczami naciągła na siebie pościel, a jej usta niemal niezauważalnie ułożyły się w uśmiech. Otworzyła oczy i zobaczyła Maximilliana wpatrującego się w nią. Patrzyli się na siebie przez niemą chwilę. Maximillian zauważył, że jej spojrzenie przyjęło wyraz pożądania, natomiast jego twarz nagle stężała, a oczy nabrały badawczego wyrazu.Wyciągnęła do niego rękę i z kocimi oczami powiedziała:

­– Chodź tu do mnie… To pomoże ci się odprężyć.

Jednak natychmiast padło ostre pytanie:

– Skąd twój głos wziął się w słuchawce telefonu, gdy byłem w Polsce?!

Reakcja zaskoczonej kobiety zdradziła nieprzypadkowość. Przez krótką chwilę uciekający wzrok Katii i niepewność dały sygnał Maximillianowi do wyjścia z mieszkania kobiety. Czym prędzej pozbierał swoje rzeczy i nie zwracając uwagi na tłumaczenia wybiegł. Idąc przed siebie przez nieznane miasto rozglądał się nerwowo na boki, niespokojny i spocony złapał taksówkę i pojechał na lotnisko.

Już w trakcie lotu powrotnego do Warszawy nie mógł skupić się na niczym innym, jak Katii. Dlaczego tak ją potraktował? Dlaczego wyszedł nie słuchając odpowiedzi na postawione przez siebie pytanie? Kim ona była? Dlaczego dzięki niej poczuł w sobie tak orzeźwiającą zmianę?!

  1. Berlin

Maximillian wrócił do poszukiwań swojej tożsamości. Pamiętał, że jego dziadek przed wojną był znanym fizykiem na Uniwersytecie Jagiellońskim. Krótka podróż pociągiem z Warszawy do Krakowa nie pozwoliła Maximillianowi odetchnąć – wciąż myślał o Katii. Przechadzając się ulicami Starego Miasta szukał w twarzach mijanych ludzi jej spojrzenia, jednak nic się z nim nie mogło równać. Idąc dalej mijał zapisane w architekturze miasta lata współżycia Żydów i Polaków, myślał przodkach, którzy musieli kroczyć tymi samymi ulicami.

W końcu Maximillian trafił do Biblioteki Jagiellońskiej. Wizytaposkutkowała szokującym odkryciem – jego dziadek również zajmował się przeklętą liczbą. W archiwach znajdywało się nawet jego prace oraz osobiste notatki zachowane przez wzgląd na jego wkład w naukę i autorytet, którym się cieszył. Większość osobistych dokumentów nic nie wniosła, jednak Maximillian w końcu natrafił na niewyróżniającą się kartkę z zanotowaną liczbą 44 i wielokropkiem. Maximillian pośpiesznie zniszczył tę kartkę, ażeby tajemnicę zachować dla siebie i opuściłBibliotekę. Czuł, że jest obserwowany. Nie mógł zapanować nad narastającą histerią i poczuciem winy… I to z powodu podarcia jednej kartki? – pytał się samego siebie. Czuł to doskonale, nie była to szkoda biblioteczna, lecz świętokradztwo! Nigdy w życiu tego nie czuł i było to bardzo dziwne, ale wiedział, że popełnił grzech.

Po ciężkiej, nieprzespanej nocy Maximillian złamał się i zaakceptował poczucie winy, wewnętrzny wstyd, jednak nie zamierzał tego żałować. Pomimo fizycznej słabości poczuł się silnym i natchnionych człowiekiem, będącym na drodze do wielkich rzeczy. Powrócił do Biblioteki i studiował prace swojego dziadka sprzed II Wojny Światowej, uzmysłowił sobie potęgę jego myśli i rozwiązań technicznych, zręcznie zakodowanych w notatkach, będących nie do zrealizowania w praktyce w czasach, kiedy jego dziadkowi przyszło żyć. Nagle znów zadzwonił telefon spod numeru 314 159 265 – dźwięk telefonu wzbudził dezaprobatę pozostałych czytelników,więc wybiegł poza salę czytelni, jednak telefon już milczał. Kiedy Maximillian oddzwonił,inny damski głos w słuchawce powiedział: Berlin.

Maximillian wyszedł z terminalu lotniska w Berlinie. Badawczo rozglądnął się wokół, jednak nie zauważył taksówki z numerem 314, ani Katii. Jedyne co przyciągało jego uwagę to autobus numer linii 159, a konkretnie wpatrujące się w niego oczy czarnoskórej pasażerki czekającej na odjazd. Maximillian wszedł do autobusu i usiadł za kobietą. Po kilkunastu minutach jazdy kobieta wysiadła, a on za nią. Krótko ją śledził, gdyż kobieta weszła do jednego z bloków, a Maximillian nie zdążył przed zamykającymi się drzwiami. Postanowił więc zaczekać po drugiej stronie ulicy w barze. Czas się ciągnął, dzień się kończył, nadchodziła noc. I nagle kobieta wyszła z budynku. Maximillian szybko poprosił o rachunek, który po kilku drinkach i dodatkach wyniósł 159 Euro… Maximillian był zły na siebie, że dopiero teraz to zauważył! Autobus nr 159, 159 Euro na rachunku – 314 159! To kontynuacja liczby pi! Szybko zapłacił i wybiegł, jednak stracił za dużo czasu – kobieta właśnie wsiadła do odjeżdżającego autobusu nr 159… Maximillian zatrzymał taksówkę i ścigał autobus. Po kilku przystankach kobieta wysiadła, Maximillian również. Szedł za nią przez chwilę. Kobieta zatrzymała się gdzieś przy jednej z ulic i czekała… czekała na klienta, to było pewne. Po chwili niepewności Maximillian podszedł do niej i milczał. Ta szybko nawiązała kontakt, zapytała o jego imię i zgadła, że pochodził z USA, co niezwykle jej odpowiadało. Maximillian zachowując powagęzapytał się jej w końcu:

– Dlaczego 159?

Jeszcze nie doszliśmy do tej części rozmowy, kochanie. Ale jeżeli już chcesz wiedzieć, to jestem więcej warta.

Ile? – zapytał twardo Maximillian.

159? Jakaś dziwna suma… niech będzie, jak dla Ciebie cała noc za… 265.

Chodźmy– powiedział Maximillian bez chwili zastanowienia, zatrzymał taksówkę, wsiedli i odjechali.

  1. Moscow, 1999

A year passed and Maximillian, due to lack of perspectives and out of confusion, decided to go to Warsaw where his parents, miraculously saved from the Holocaust, came from. He wanted to see the place where he could have been born. It was the first day of his stay when he answered a call from the number 314 159 265. A female voice on the phone said only one word: Moscow.

After a few sleepy days in Warsaw that one word rattled in Maximillian’s mind… So he decided to go to Moscow.

His luggage got lost at the airport and he got it back after several hours of waiting. He got in a taxi driven by an attractive woman. They had a nice, lively conversation. After getting to the hotel, paying the bill and saying his kind goodbyes, Maximillian noticed that the taxi that was driving away had the number 314 on its side. After he spent a few days in Moscow, Maximillian was confused. No one asked for him, no one left any messages for him, he didn’t know anyone here, so he decided to go back to the United States, totally disappointed by his visit to Europe. During his last day in Moscow, Maximillian experienced the annoying recurrence of that word – the name of the place he was in. He realised that the female voice on the phone that led him here was the same voice that he talked to in the taxi on the way from the airport.

On the day of his return from Russia there was the taxi number 314 waiting for him at the entrance to the hotel, with the familiar woman sitting in the car. Maximillian, lacking self-confidence, got in and took the whole coincidence for a figment of his imagination. However, the woman quickly recognised the passenger’s face and tried to resume their prematurely finished conversation. Maximillian quickly relaxed and felt good talking to her, he liked her sincere smile and straightforwardness which he was unable to cope with if it was a personality trait of other people. In this case it was different – he felt it, he knew he was there for her, but he was on his way home. It was already at the airport that it turned out his flight had been cancelled for technical reasons and he would be able to come back the following day. Maximillian ran out of the terminal, hoping that the taxi number 314 would still be there, but he stopped chagrined among the faces of strangers. He looked around confusedly and suddenly he saw her. She was coming towards him. She wasn’t only the face in the rear-view mirror any more, but a woman in her prime. She smiled at him, briefly explained that she had heard about the cancelled flight and that she had left the car round the corner… Maximillian couldn’t believe he was smiling himself, looking calmly at those kind mouth and eyes. He didn’t even feel the woman gently taking him by the arm and leading him to the car. When they were in, she offered him coffee and Maximillian was unable to say no.

Next day, he woke up next to Katia who was still sleeping. Relaxation and fulfilment, a state of which was totally unfamiliar to him, didn’t let him decide what really attracted him to Moscow. He was looking at the beautiful woman’s naked body, trying to answer what he felt for her, why she drove a car with such a number and how it was possible that they talked so openly that it brought him so much joy and…

Katia slowly woke up and, with her eyes still closed, pulled the sheets over herself and her lips formed a smile almost unnoticeably. She opened her eyes and saw Maximillian staring at her. They looked at each other for a silent moment. Maximillian noticed that her gaze had become lustful and suddenly his face stiffened and the look of his eyes became searching. She put her hand out and said to him with a cat-eye look:

‘Come to me… This will help you relax.’

However, there was a harshly asked question immediately afterwards:

‘How come I heard your voice on the phone when I was in Poland?!’

The surprised woman’s reaction revealed that event hadn’t been coincidental. For a brief moment, Katia’s eyes looking away and her anxiety gave Maximillian the signal to leave the woman’s flat. He took his things as quickly as he could and ran out ignoring her explanations. Going forward through the unknown town, he looked around nervously from side to side, anxious and sweaty, he caught a taxi and went to the airport.

Flying back to Warsaw, he couldn’t concentrate on anything except Katia. Why did he treat her like that? Why did he leave, without listening to her answer to his question? Who was she? Why did he feel such a refreshing change in himself thanks to her?!

  1. Berlin

Maximillian resumed his search for his identity. He remembered his grandfather had been a well-known physicist at the Jagiellonian University before the war. A short travel by train from Warsaw to Cracow didn’t let Maximillian relax – he was still thinking about Katia. As he walked down the streets of the Old Town, he was searching for her look in the faces of people he passed by, but nothing could compare to it. Going further, he passed years of Polish-Jewish coexistence written in the architecture of the town. He thought about his ancestors who must have walked down the same streets.

Finally, Maximillian got to the Jagiellonian Library. The visit resulted in a shocking discovery – his grandfather also dealt with the cursed number. There were even his works and personal notes, which were kept for his contribution to science and for the respect that he enjoyed, in the archives. The majority of the personal documents turned out to be less than helpful, but Maximillian finally stumbled upon an insignificant piece of paper with the number 44 noted on it and an ellipsis. Maximillian destroyed the piece of paper hurriedly to keep the secret for himself and left the Library. He felt he was being watched. He couldn’t control increasing hysteria and guilt… And that’s because of tearing one piece of paper? – he asked himself. He felt it perfectly. It wasn’t mere damage, it was blasphemy! He had never felt like that in his life before and it was very strange, but he knew he had sinned.

After a hard and sleepless night Maximillian broke down and accepted his guilt and inner shame, but he didn’t want to regret it. Despite his physical weakness he felt like a strong man who is on his way to great things. He came back to the Library and studied his grandfather’s works from before the Second World War. He realised the power of his grandfather’s thinking and technical solutions, skilfully coded in the notes and impossible to be realise in practice at the time when his grandfather lived. Suddenly, there was a call from the number 314 159 265 again – the ringtone aroused disapproval in the other readers, so he ran out of the reading room, but the phone was already silent. When Maximillian called back, another female voice on the phone said: Berlin.

Maximillian came out of the airport terminal in Berlin. He looked around searchingly, but he saw neither the taxi number 314 nor Katia. The only thing that caught his attention was a bus number 159 or, specifically, the staring eyes of a black passenger who was waiting for the departure. Maximillian got on the bus and sat behind the woman. After a few minutes of travelling, she got off and he followed her. He followed her for a short time because the woman went into one of the blocks of flats and Maximillian was too late to get through the closing doors. He decided to wait on the other side of the street at a bar, then. The time dragged, the day was nearly over, the night was falling. And suddenly the woman went out of the building. Maximillian quickly asked for the bill which, after several drinks and extras, amounted to 159 euros… Maximillian was angry with himself that he had noticed it only then! The bus number 159, 159 euros on the bill – 314 159! That was the continuation of the number pi! He paid the bill quickly and ran out, but he lost too much time – the woman had just got on the departing bus number 159… Maximillian stopped a taxi and followed the bus. A few stops later, the woman got off the bus and Maximillian got out of the car. He walked behind her for a moment. The woman stopped somewhere by one of the streets and waited… she was waiting for a client, that was for sure. After a moment of uncertainty, Maximillian approached her and remained silent. She made contact with him quickly, asked for his name and guessed he was from the USA, which she liked very much. Maximillian, keeping his face straight, finally asked her:

‘Why 159?’

‘We haven’t got to that part of our conversation yet, darlin’. But if you do wanna know, I’m worth more.’

‘How much?’ Maximillian asked firmly.

‘159? Such a strange sum… Let it be, the whole night will cost you… 265.’

‘Let’s go,’ Maximillian said with no hesitation, he stopped a taxi, they got in and went away.